Po co pisać sceny miłosne?

Po co pisać sceny miłosne?

W 2025 roku wystąpiłam na Zlocie Latającej szkoły z prelekcją Po co pisać sceny miłosne. Możesz ją obejrzeć poniżej:

A jeśli wolisz czytać:

Był rok 2003. Na wykładzie z literatury współczesnej pada zdanie:
„W polskiej literaturze istnieje pewne tabu – polskie autorki nie piszą o seksie. Wyjątkiem jest Manuela Gretkowska.”
W mojej głowie pojawia się myśl:
„Ja też chcę przełamywać to tabu.”

Wtedy jeszcze nie spodziewałam się, że będę na tym przełamywaniu tabu zarabiać. Nie przewidywałam też, że będę zachęcać inne kobiety do tego, by je przełamywały. A jednak – właśnie tym się dziś zajmuję. Pomagam realizować marzenia o własnej książce, ale też pomagam odnaleźć pokłady odwagi i pewności siebie, jakie daje pisanie scen miłosnych.

Odwaga i uskrzydlenie

Zróbmy mały eksperyment. Zamknij oczy. Wyobraź sobie, że siedzisz przy rodzinnym stole – są tam rodzice, ciotki, wujkowie. Mówisz:
„Zapisałam się na kurs pisania książek.”
Może teraz ta wizja wydaje ci się dziwna, może nie myślisz o pisaniu, ale jestem przekonana, że dałabyś radę powiedzieć to zdanie na głos.

To teraz idziemy krok dalej.
Zamknij oczy i wyobraź sobie, że przy tym samym stole, w tym samym gronie, mówisz: „Zapisałam się na kurs pisania scen miłosnych. Będę się uczyć, jak opisywać seks.”
Która z was jest w stanie wydusić to zdanie?
Która z was ma odwagę, by coś takiego powiedzieć na głos?

A teraz wyobraź sobie, jaka odwaga może się w tobie obudzić, gdybyś naprawdę zaczęła pisać sceny miłosne.
Mnie to wręcz zaskoczyło.

Był rok 2003. Przeskoczmy do 2015.
Wtedy, we współpracy z ero-blogerką Santi, organizuję pierwszy kurs pisania scen miłosnych. Nazywa się „Lepsze twarze Greya”. Rok później prowadzę już takie zajęcia samodzielnie. Zaskakuje mnie wtedy, jak inaczej zaczynam patrzeć na świat. Tematy tabu przestają być tabu. Zyskuję pewność siebie – nie tylko jako pisarka. Podobnie czują uczestniczki tych kursów. Przełamują wewnętrzny wstyd, uczą się pisać zmysłowo i dosłownie. Odkrywają też swoją granicę – i uczą się jej nie przekraczać.

Mogłabym na tym tę historię zakończyć. Mogłabym powiedzieć: warto pisać sceny miłosne, bo to uskrzydla. Ale… temat jest bardziej skomplikowany.

Zmiana o 180 stopni

Robimy kolejny krok w czasie – rok 2020 i 2021.
Kończę dla siebie kurs podstawowej edukacji seksualnej dla dorosłych kobiet u Karo Akabal. Zaraz po nim zdobywam uprawnienia edukatorki seksualnej w Fundacji Spunk. Moje podejście do pisania scen miłosnych zmienia się o 180 stopni. Piszę własną książkę – przepełnioną scenami miłosnymi – i całkowicie przerabiam program kursu.

Dlaczego?
Bo przestaje mi się podobać to, co widzę wokół. Zaczynam zauważać, że coś jest nie tak z językiem, którego używamy. Ale żeby nie być gołosłowną – przykład:


PENIS: różdżka, konar, duży, mały,
wacek, johny, dick, pal, wąż, pyton,
lingam, fallus, przyrodzenie, sprzęt, złote berło, buława

WAGINA: łono, brzoskwinka, pierożek,
joni, pusia, słone ciasteczko (Miller),
wagina, wulwa, szparka, dziurka, szczelina, malutka, srom,
bober, myszka, małża, muszelka


Widzisz to?
To zauważają uczestniczki moich zajęć: po męskiej stronie – siła, dostojność. Po kobiecej – infantylność. Nic tak wyraźnie nie pokazuje, jak postrzegamy świat, jak właśnie język. Ten język pokazuje, jak postrzegana jest seksualność. Pokazuje przepaść między tym, jak widzimy męskość i kobiecość w kontekście seksualnym.

A jeśli masz jeszcze wątpliwości – pokażę coś więcej.

2023 roku wydałam powieść: „Seksualna”

Z tej okazji udzieliłam wywiadu dla jednego z portali. Typowe pytania: skąd pomysł na książkę, kim jest bohaterka, jakie przesłanie niesie powieść, dlaczego kobiety wstydzą się własnego ciała, kto może po nią sięgnąć.

Wydawałoby się – standardowy wywiad.

A to niektóre komentarze, które się pod nim pojawiły: „Bezpruderyjność prowadzi do rozpusty. To jest zło w czystym wydaniu.”
„Lubieżne i rozpustne książki u nieszerzącej się ideologii mają poczytność.”
„Po co i komu potrzebne są takie durne artykuły?”
„Skoro taka wyzwolona, że uważa, że lepiej jej z własnym palcem niż ze mną, niech ją palec utrzymuje.”

I dalej – w tym samym tonie.

Kiedy czytałam je po raz pierwszy, nie wiedziałam – śmiać się czy płakać.

Nadal nie wiem. Ale jedno wiem na pewno:
Te komentarze pokazują morze nienawiści wobec kobiet.
Nienawiści, którą czują zarówno mężczyźni, jak i kobiety.
Pokazują, jak głęboko zakorzeniony jest w nas patriarchat i pogarda wobec tych, które próbują mówić głośniej i żyć odważniej.

Jeszcze jeden przykład.
Gdy moja asystentka proponuje mi zdjęcia do karuzeli o pisaniu scen miłosnych – ja proszę, żeby wybrała inne. Nie dlatego, że chcę, by moje slajdy wyglądały jak sałatka owocowa, ale dlatego, że nie chcę powielać stereotypów i kalek, które idą za tymi obrazami:


– Seksowne są tylko kobiety wyglądające jak aktorki porno.
– Tylko szczupłe osoby mają udane życie seksualne.
– Jedyną normą jest heteronorma.
– Prawdziwy seks to tylko penis-pochwa i penetracja.
– Jeśli nie miałaś penetracji, to jesteś dziewicą.

Czym jest pisanie scen miłosnych?

Zmierzam do tego, że pisanie scen miłosnych – że udział w kursie pisania scen miłosnych – to coś więcej niż tylko ćwiczenie warsztatu pisarskiego.

To forma samorozwojubuntu wobec patriarchalnego sposobu mówienia i myślenia o seksualności.
To okazja, żeby zobaczyć, jakim językiem się posługujemy – a jakim chcemy się posługiwać.
To okazja, by nauczyć się mówić jako dorosła osoba o dorosłym życiu.
To też okazja, by zacząć przełamywać narracje, które nie są nasze.
I wreszcie – by zbudować swój własny język.

A jeśli to Cię porusza – przygotowałam dla Ciebie listę 10 książek, które pomogą Ci odnaleźć odwagę i własny język do pisania (i mówienia) o seksie i miłości.